Światłowód dochodzi do kolejnych gmin bez wielkich dat
Budowa sieci idzie odcinkami. Data na ulotce i data, kiedy w domu zapali się terminal, to nie to samo.

Światłowód na wsi i na obrzeżach miast dochodzi etapami: najpierw magistrala, potem odgałęzienie, na końcu kabel do budynku i umówiony montaż. Mieszkaniec widzi zwykle tylko ostatni krok i dziwi się, że słup stoi od wiosny, a gniazdka nadal nie ma.
Operatorzy podają zasięg w wyszukiwarkach adresów. To pewniejsze niż data z folderu wetkniętego w skrzynkę. Folder mówi, że teren jest w planie. Wyszukiwarka mówi, czy pod tym numerem da się złożyć zamówienie.

Prace w pasie drogowym zależą od zgody zarządcy. Dlatego dwie ulice w jednej miejscowości potrafią dostać sygnał w odstępie kwartału. To nie jest wyjątek od reguły. To jest reguła budowy liniowej.
Zanim ktoś zerwie umowę z dotychczasową usługą, warto mieć termin montażu wpisany w zamówienie, nie w rozmowę. Światłowód w studzience na rogu nie jest jeszcze internetem w kuchni.